Mentalna szulernia
- poprzedni post
- następny post
Co jest lepsze - przemyślane analizy, selekcja jakości czy też samospełniające się przepowiednie, iluzja wizjonerów oraz ekonomia erzaców? Szybciej, więcej, dalej…
Propaganda sukcesu
Najpierw objawiono nam koniec historii, już nic nie miało być takie jak poprzednio. Wszyscy mieli być szczęśliwi, turbo-kapitalizm miał triumfować a pożyczki pod zastaw życia przyszłych pokoleń miały nam przynieść powszechny dostatek, dobrobyt i szczęśliwość.
Jakoś tylko po drodze uległo to wynaturzeniu… dystrybucja kapitału stworzyła Internetową bańkę z lat 1997-2000, media zaczęły szukać nowych bohaterów mas w postaci „znanych że są znani”. Szybkość obiegu informacji dzięki Internetowi uległa zwielokrotnieniu, nikt nie znalazł już czasu na analizę. Po drodze wpadliśmy w paranoję UFO, milenijnego końca świata i Archiwum X.

Mulder czy kupiłeś już akcje Hoopla.pl?
Lipne spółki & wirtualne pieniądze = realne problemy
W takiej oto rzeczywistości wykuwała się nowa „świetlana przyszłość”. Modne stało się poszukiwanie nowej gospodarki… chociaż nikt tak do końca nie wiedział o co tak naprawdę chodzi. VC, różnej maści inwestorzy, hochsztaplerzy i szarlatani stali się piewcami internetowej nirwany, krainy szczęścia dla wszystkich. Ale sen szybko się skończył, gdy grawitacja wyników finansowych w 2000 roku dała o sobie znać. Przez następne kilka lat czystka i bankructwa ogarnęły Internet, odetchnięto z ulgą że to koniec wyhodowanego zombie. Przetrwali najsilniejsi?
Kierunek Bagdad!
Ledwo co przebrzmiał rok 2000, nowa paranoja dała o sobie znać – atak na WTC! By ratować gospodarki światowe, znaleźć pieniądze na tzw. wojnę z terrorem, odkręcono kurek z tanim i nisko oprocentowanym kapitałem. Napompowano kolejny balon, w postaci „tekturowych domków” na przedmieściach miast USA, wieżowców Dubaju czy też apartamentów na Wilanowskich polach. Przy okazji skapło „trochę” kasy na nowe pokolenie startup’ów, społeczności, agencji, mediów i nowe „wspaniałe czasy” hossy.

Potężna eksplozja zniszczyła transport nowych serwerów NK. Prezydent Bush zarządzi naloty odwetowe.
Baloniku nasz malutki rośnij duży, okrąglutki
Lecz to nie z wirtualnej kasy, pożyczek, lipnych startup’ów bierze się bogactwo narodów i jednostek. Tak oto bawiono się na poczet przyszłych pokoleń, myśląc że kolejne fabryki z taniochą w Chinach, posiadłości w Hiszpanii czy Polsce, nic nie znaczące społeczności i awatary zbudują zręby kolejnej „nowej gospodarki” i będą perpetum mobile dla każdego z nas. Zapomniano o konserwatywnych zasadach, ciężkiej pracy i oszczędności. Ważniejsze było konsumowanie bez opamiętania - informacji, mediów i jednorazowych produktów. Liczył się obrót, duże liczby a nie rentowność i prawdziwe, realne wyceny.
"Nieograniczone możliwości"
Nagle konstrukcja jakoś dziwnie zaczęła się chwiać, zaczęto szukać nieśmiało przyczyn. Mądrzejsi zaczęli ostrożniej podchodzić do inwestycji. Ale w internetowym światku zabawa trwała w najlepsze, zaczęto się podniecać miliardowymi wycenami Facebook’a, milionowymi zakupami blogów i wycenami z księżyca: typu 50-100 krotność zarobku. Jak grzyby po deszczu wyskakiwały pomysły na Web 2.0. Bez modelu biznesowego, bez realnych przesłanek na dłuższe istnienie – poza tym że czeka się na „możnego wujka” który kupi każdy pomysł. Na naszym podwórku, gdy przegapiono NK i Fotkę, uznano że czas rozbudzić nową gorączkę złota. Rozdajmy milion, albo lepiej dwa… zaspamujmy fora, blogi oraz barcampy dobrą nowiną. Każdy może zostać milionerem!
Nie pamiętając tylko, że w czasach gorączki złota jak i w każdej piramidzie finansowej, zarabiają tylko Ci którzy przystąpili do gry na samym jej początku. Lub sprzedają łopaty do kopania złota którego już dawno nie ma.

Stawiam wszystko na ratlerek.pl. Zarobie miliardy, a może biliony!
Nadchodzi krach… a my śpimy
Strach patrzeć na informacje: banki jeden po drugim padają, Pepsi zamyka fabryki, GM stopuje produkcje, Huta w Katowicach wygasza piec, Wegry i Ukraina na skraju bankructwa... ale nasza gospodarka, nasze branże (nasz szklany klosz) są odporne na wszystko? Media przetrwają, w Internecie polskim za chwilę pojawi się miliard złotych – na tysiące kopii, niedopracowanych projektów, głupie nieprzemyślane strategie marketingowe lub wagony reklamy display! Przychody z reklamy TV i prasowej nigdy nie były tak duże. WOW, naprawdę jest super!!!
Media, zwłaszcza offline prześcigają się w ostatnim miesiącu w apokaliptycznych wizjach, krachu, recesji – załamaniu podobnym do lat 30tych. To tak jak co roku, mamy zimę i lato stulecia a nawet tysiąclecia. Przesada bije w każdym calu takich informacji, które ociekają poetyckimi porównaniami, niezrozumiałymi dla przeciętnego odbiorcy. Te bajki o „żelaznym wilku” usypiają czujność, bo są lekceważone. Patrzymy na to z politowaniem.

Ojciec Rydzyk miał rację, czeka nas dżuma, cholera i atak wściekłych pingwinów
48 miesięcy czystki?!
Niemniej jednak to czasy spowolnienia (vel. recesji), które już nadeszły wymuszają korektę biznesów i poszukania efektywności. Zdrowego rozsądku, odpowiedzialności i przedsiębiorczości. Wdrożenia nowych procesów, uzupełnienia wiedzy i zastanowieniu się co dalej… Oby w polskim Internecie zapatrzenie na raporty IAB lub domów mediowych nie zakończyły się dla niektórych uśpieniem i „roztrzaskaniem się na skałach”. Nie dla wszystkich będzie to dobry czas, zwłaszcza jeśli koszty są oderwane od rzeczywistości a oferowane produkty lub usługi są marnej jakości.
Konsumenci nie najedzą się „komcią” na forum czy społeczności, nie włożą do garnka wypasionych kreacji flash’owych czy spamu w postaci reklam display. Odłączą się od Internetu, przestaną kupować gazety... jeśli będa mieli bardziej przyziemne potrzeby.
Klienci nie skorzystają z usług agencji ATL, BTL czy interaktywnej, nie kupią mediów jeśli nie będą widzieć efektów w postaci sprzedaży i zaangażowania konsumentów.
Zagłosują portfelem.
Bo Iluzje kończą się bardzo szybko i boleśnie.
Pamiętajmy o tym, planując przyszłe działania.

Jak śpiewał Kazik: "Do roboty jebane nieroby!"
- tagi:
- brak
- dodane do kategorii:
- Komentarze
Zostaw komentarz
Tylko zarejestrowane osoby mogą komentować.

Komentarze
Trick
22 pazdziernika 2008 09:11bardzo fajny artykuł!!
Dariusz Kieda (profil)
22 pazdziernika 2008 21:26Panowie, racja. Mamy 48 miesięcy nad wynalezieniem nowego mirażu. Niestety, kończą się nazwy i domeny. Ale damy sobie radę. :D Hm, iEfect 1.0
Jacek Gadzinowski (profil)
22 pazdziernika 2008 21:52Moze trzeba wymyśleć nową - genialną nazwę na \"gie w papierku\" :)
http://www.youtube.com/watch?v=t0OsfaVAKAQ
Humorystyczne wyjaśnienie, od czego to wszystko się zaczeło...
To tak nasuneło mi się, patrząc na to co dzieje się ze złotym w ostatnich dniach oraz z notowaniami Down Jonesa dzisiaj.
48 miesiecy, zazwyczaj trwa spadek od peak\'u - pytanie gdzie on był w gospodarce?
Bartek Gołębiowski
22 pazdziernika 2008 23:33O ile zgadzam się z analizami z tego i kilku podobnych artykułów, które ukazały się na blogach tu i ówdzie oraz zdaję sobie sprawę z szerszego aspektu ekonomicznego zachodzących zmian, to zastanawia mnie jedno...
Skąd ta bijąca z tekstu radość, przaśny humor (metafora z wybuchem w Bagdadzie, cytat o \"jebanych nierobach\" - miodzio) i jak to wreszcie jest, że te teksty witające nadchodzącą recesję, z otwartymi ramionami i uśmiechem od ucha do ucha, najczęściej są autorstwa osób, które nie załapały się do końca za realne korzyści z bańki internetowej, nie rozkręciły własnego web-dwa-zero biznesu, nie zdążyły wypuścić beta-wersji, pozyskać, sprzedać, zmonetyzować, wyemitować, itp. Za to teraz tłuką w klawiatury, dodając swoje 2 grosze do rozkręconej już spirali wątpliwości, prawiąc morały i nie potrafiąc przy okazji ukryć swojej radości.
Schadenfreude 2.0?
Dawid Szczepaniak (profil)
23 pazdziernika 2008 00:00@ Bartek.
Mocne :))))
Marek Szozda (profil)
23 pazdziernika 2008 09:44Uuuuuu. Zrobiłem kawę i czekam na ripostę :)))
Jacek Gadzinowski (profil)
23 pazdziernika 2008 10:14@Bartek - I like it. Howk! :)
Każdy widzi, to co chce widzieć. Szczerze, dobrze mi z tym, nie żałuje że nie zrobiłem web 1,5 lub 1,75. Nawet nie pretendowałem do tego...
wróć, w roku 2000-2002 miałem epizod z Wr.pl (jest w zaświatach) i prawie wdepnąłem do Mothership Poland (Ahoj.pl). To było po "hadcorze" :)
Natomiast mierzi mnie ta cała sztuczna otoczka wokół web 2.0, czemu daje upust. "Nie kupuje jej". Nie pociągało mnie tworznie beta-alfa wersji i sprzedawanie powietrza bez modelu biznesowego, naciąaganie inwestorów tekstami o "nieograniczonych mozliwosciach".
Nie tego nauczyłem się w życiu, mam inne doświadczenia.
Dlatego nigdy nie aspirowałem i nie aspiruje do zarabiania "wirtualnych" milionów, nikomu nie zazdroszczę... Zadrościć? Może, jeśli jest czego.
Schadenfreude 2.o?
Wręcz przeciwnie, podziwiam tych wizjonerów i przedsiębiorców którzy próbują się zmierzyć z wyzwaniem, ale tylko tych dobrze poukładanych, którzy robią to z głową i strategią, tych którzy ciężką pracą doszli do mierzalnego sukcesu. Nie są leszczami, ale prawdziwymi budowniczymi branży internetowej.
Przykłady takich osób na rynku znasz.... to im chcę w przyszłości dedykować wpis "Jak feniks z popiołów"
marek
25 pazdziernika 2008 14:32@Bartek: wyjales mi to z ust ;) Podobny tekst (i do 2 egzemplarzach) stworzyl m.in Artur Kurasinski. Mnie dziwi jedno, czemu blogerzy nie maja oporow przed pisaniem tego typu postow, rownie dobrze mogliby napisac sobie na czole: jestem frustratem, ktory zazdrosci innym web dwa zerowych sukcesow ;)
Jacek Gadzinowski (profil)
13 listopada 2008 23:28A jak ocenić opinie tego Pana, jak nie histeria?
40% korekta, to chyba zdrowo przesadzone predykcje na kondycje reklamy internetowej w US.
http://nickdenton.org/5083616/a-2009-internet-media-plan